4 stycznia 2007

Kiedyś było tak inaczej...

Stoję w kuchni, krojąc chrupiące bułeczki , kiedy staje za mną i obejmuje kładąc twarz na moich plecach. Odwracam się, trwamy tak przez chwile przytuleni w mroku budzącego sie dnia.
Trzymam ją w ramionach, taką ukochaną.

Nie wiem czym zasłużyłem sobie na na ten gest.

W drzwiach całujemy się w usta. To może tylko oznaczać upadek z wyjątkowo wysokiej drabiny.
Zawsze tak jest.

2 komentarze:

nieprzekwitła pisze...

a kto kogo zepchnął?

vini pisze...

Czy to ma aż takie znaczenie skoro oboje znaleźliśmy się na ziemi. Ale skoro chcesz wiedzieć to raczej ja spychałem mocniej.(choć bez złych intencji)