28 lutego 2007

Pesymistycznie

Blog is a mess. Right now, I can do nothing about it. What is worse I have no desire to deal with it any more. I am not really sure if want to continue to write it. I don’t like the fact that keyword “pamięnik onanisty” in google search returns my page in first place. I’m surprise that so many people use this keyword. They never come back, it means they don’t find, what they looking for. This is depressing. But what is not? I am trying to focus on my work, but this is simply not possible. There are always thoughts on back on my head which destructs my concentration.

One day I should be able to explain everything what happen, and what is going on, but not today. Today I can only close my eyes and listen to the voice of my not existing angel, who keeps singing me about loneliness and pain

21 lutego 2007

Mój pierwszy raz (z kobietą) cz 3

Jasne, że nie mam nic przeciwko temu. Trącamy się szklaneczkami, wypija małego łyka. Ma na sobie bawełniana koszulkę z długimi rękawami, które podwinęła do góry, w dekolcie widać dobry kawał biustu. Ma duże piersi, i nie ma stanika, przez moment wyobrażam sobie ich twardość, i natychmiast odganiam te marzenia. Opowiada o szkole, chodzi do liceum cukierniczego, nie miałem pojęcia, że takie istnieje. Ma teraz praktyki w Forum. Nie staram się specjalnie śledzić, co mówi. Bardzo głośna muzyka utrudnia rozmowę
- Zapalisz?
Wyciąga paczkę zefirów, kiwam głową. Wyjmuje jednego, podaje jej ogień, zaciąga się i podaje mi papierosa. Biały filtr z kreską czerwonej szminki, wkłada mi go do ust, przez moment czuje wargami dotyk koniuszków jej palców. Nagle stwierdzam, że jestem pijany. Siedzi tak blisko mnie, wystarczy żebym się pochylił, a nasze policzki zetknęły by się. Wciągam dym, nie odrywa ze mnie wzroku. Zastanawiam się, co widzę w jej oczach. Czuje dotyk dłoni na szyi, śmieje się pociągając kosmyk moich włosów. Obejmuje ją w pasie, nie chce żeby spadła.
- O czym tak myślisz?
- O ładnych dziewczynach
- Widzisz tu jakieś?
- Wiedzę, jedną, ale bardzo ładną
Alkohol zdecydowanie dodaje mi odwagi.
- Zatańczymy?
Tak teraz nie mam nic przeciwko tańcowi, w tej chwili taniec to moja druga natura. Moje ciało jest idealnie posłuszne mojej woli, każdy ruch jest perfekcyjnie wymierzony z dokładnością, do setnych części milimetra. Tańczymy, idzie coś wolnego. Zarzuca mi ręce na szyje. Nie spodziewałem się takiego gestu. Wtuleni w siebie płyniemy w takt muzyki. Nie wiem skąd odkrywam w sobie tony ckliwości. Chciałbym by ten taniec nigdy się nie skończył...

20 lutego 2007

Topniejący śnieg odsłania psie gówna

Najpierw euforia, a potem dół. Zawsze kończy się to tak samo. Myję zęby przyglądając się niesympatycznej gębie o ziemistej cerze. Siadając na kanapie, oblewam się gorącą kawą. Wtorek do dobry dzień by umrzeć.

W drodze do pracy zbaczam jeszcze raz do sklepu. Kupuje red bulla. Zimny, nie można wypić go jednym haustem. Decyduje się przejść pierwszy przystanek piechotą. Małymi łykami pociągam lodowaty napój, który zamienia mój mózg w bryłę lodu. Lokalni alkoholicy zwieszają się smętnie z trzepaka myśląc – co by to kurwa wypić, a ja drepcze sobie do pracy mijając kolejne przystanki tramwajowe.

Na mój pogrzeb przyjdą dwie osoby, chociaż co do tego nie ma pewności, ja nie byłem na pogrzebie ojca. Świat jest pełen ludzi podłych, chociaż ja maskuje się niemal idealnie.

Co-worker z troską w głosie
- Stało się coś?
- Nie, wszystko w porządku, trochę boli mnie głowa
- Masz proszki?
- Skończyły mi się
Nie proszona przynosi dwie tabletki z działu zamówień
Upewnia mnie to o doskonałości mojego kamuflażu.

19 lutego 2007

Głęboka Miłość

Nie jestem typem sentymentalnego kawalera, głębokie gardło i głęboka miłość to dla mnie to samo.

14 lutego 2007

Klepanie po dupie

Wakacje przedłużyły się niespodziewanie o dwa dni. Właściwie, to, czemu niespodziewanie, po prostu pod pretekstem naciągniętego ścięgna pobyczyłem się w domu dwa dni dłużej. Teraz siedzę sobie od kilku godzin, za swoim biureczkiem i zastanawiam się, od której strony zabrać się za czytanie tych ponad dwustu emalii, jakie tu na mnie czekają. A swoją droga, to skąd we mnie przekonanie, że ja tu tylko pierdzę w stołek, emalii nie przyszło więcej niż zazwyczaj, co oznacza, że tylko je czytając, odwalam kawał dobrej roboty, a przecież czasami zdarza mi sie też na niektóre odpowiadać. No proszę, ten podtatusiały branzlownik z podkrążonymi oczami pewnego dnia doczeka się może nawet dyplomu na ścianie. (To był rzecz jasna żart, ściana za moimi plecami jest zawieszona dyplomami, i oczywiście oznacza to tylko tyle, że uśmiecham się do właściwych osób)
No, ale dosyć o mnie, pogadajmy teraz o moich ciuchach. :)))))

Stoję rano przy naszej recepcji, a przechodząca, za plecami koleżanka, rzucając „cześć” w przelocie ściska mój półdupek. Powiem szczerze, nie rozumiem was kobiety, przecież to tak przyjemnie być abjusowanym. I co z tego że takim gestem nie stoi nic, ot biurowa zagrywka dla śmiechu przy okazji Walentynek, i tak to wystarczyło żebym od razu nabrał dobrego humoru

Faceci to takie nieskomplikowane istoty, życie byłoby takie proste gdybyście nie starały się wciąż dojrzeć w nas więcej niż naprawdę jest.

12 lutego 2007

Mój pierwszy raz (z kobietą) cz 2

To będzie wielka impreza. U Darka są tylko wielkie imprezy. Mieszka z mamą, która często wyjeżdża. Czyli balanga do białego rana. Piątek wieczorem, jesteśmy umówieni na pętli autobusowej. Stad to rzut kamieniem.
już zmrok widzę ich z daleka, stoją na przystanku tak jak się umówiliśmy. Piotrek, nasz perkusista, który odpuścił już sobie kompletnie próby i jego dziewczyna. Witamy się.
- Wy się już znacie
No tak faktycznie, widzieliśmy sie dwa miesiące temu, na ulicy, bym jej nie poznał. Ma ufarbowane włosy, z jasnymi pasemkami, do tego mocny makijaż, grube pończochy i mini. Pamięta moje imię, niezwykle, bo ja zapomniałem jej.

Jest już trochę ludzi muzyka gra ile mocy w głośnikach.
- Zatańczysz?
Taniec to ostatnia rzecz, do jakiej można by mnie namówić. Wykręcam się i znikam w tłumie, w kuchni zgromadzili się pijący, tak to miejsce dla mnie, polewają szybko, alkohol skończy sie niedługo i wszyscy o tym wiedzą trzeba się spieszyć żeby nie obudzić się z ręką w nocniku. Jest coraz tłoczniej powietrze gęste od dymu tytoniowego. No chyba czas rozstać się kuchennym taboretem i rozprostować trochę kości. Muszę się odlać, łazienka wyłączona z obiegu, jakaś para liże sie namiętnie nad kiblem, niedobrze. Widzę ich na balkonie,
- Co kurwa taki markotny
- Lać mi się chce
- Ja się nie opierdalam leje z balkonu
Piotrek się nigdy nie opierdala, więc czym ja się mam przejmować. Rozpinam rozporek I łagodnym łukiem sikam na trawnik. Strumień początkowo, zwarty, rozpada się na krople które w formie rzęsistego deszczu, spadają na zachwaszczoną ziemię.
- Będziemy lecieć, robi się kurwa późno
- Już, jeszcze młoda godzina
- Drukujemy, dzisiaj.
- Akurat dzisiaj!
No tak ojczyzna wzywa. Nie ma, o czym mówić. Stoją na klatce schodowej, całując się długo w usta.
- Misiek, miej na nią oko, jakby się źle prowadziła, to masz jej zerznąć dupę, a jak wrócę, to pożyczę gdzieś pasa i poprawimy.
- Jasne, na kolegę zawsze możesz liczyć.
Wracamy z powrotem do środka.
- Załatwisz mi jakiegoś, drinka?
Przynoszę, dwie spore szklanki wódki z ptysiem, nie ma gdzie usiąść we dwójkę, w kacie jeden pusty fotel, popycha mnie na niego siada mi na kolanach i obejmuje za szyje dla łatwiejszego utrzymania równowagi.
- nie masz nic przeciwko temu...

7 lutego 2007

Smak owczej sierści

Nigdy więcej grzanego wina, myślę, że górale produkują go z najtańszego sikacza, jakiego można dostać po tej stronie Tatr. Głowa mi pęka, a w ustach czuje smak owczej sierści, którą podcierają sobie dupska góralki. Pogoda też nie lepsza, pada śnieg z deszczem i ogólnie jest paskudnie.Nie przeszkadza to amatorom białego szaleństwa śmigać po stoku. I bardzo dobrze, bo ja mam przynajmniej święty spokój.
Na całe szczęście grzane piwo daje się zaakceptować, więc dzień zapowiada się atrakcyjnie

6 lutego 2007

Czarne stringi

No, i stało się siedzę sobie pod wyciągiem, siedzę bo z chodzeniem kiepsko. Naciągnąłem ścięgno, ale co tam po grzańca dokuśtykam. Jak zwykle noga ta sama, więc pewnie za miesiąc czy dwa przestanie boleć. W sezonie zimowym i tak nie biegam, więc nie ma się, czym martwić. Za to, mogę sobie popisać, nie martwiąc się, że ktoś mi będzie zaglądał przez ramię.

Pomyślałem sobie, że dobrze mi zrobi taka dłuższa przerwa, w waleniu konia. Warunków to specjalnie nie ma, a ja lubię sobie postękać w czasie orgazmu. No, niestety krytyczna noc nastąpiła w nocy z czwartku na piątek. Może to dlatego, że łaziła wieczorem w stringach i staniku, (czarny komplecik, bardzo seksi) Muszę przyznać, że niezależnie od tego co opowiada na swój temat, wciąż wygląda świetni. Wcale nie widać, żeby jej brzuch sterczał, wycięcie w tali może już nie tak ostre jak kiedyś, ale wciąż nie jedna by jej pozazdrościła. Stoi przed lustrem w łazience, staje za nią, opieram ręce na jej biodrach. Z góry patrzę na dwa pełne pośladki okalane paskami stringów. Bierze szczoteczkę nakłada pastę i zaczyna myć zęby pochylając się na umywalką, rytm mego serca natychmiast przyspiesza, ach z jaką przyjemnością odciągnąłbym pasek stringów na bok i wbił się prosto w jej odbyt. Lekko uciskam jej pośladki i przesuwam ręce z powrotem na biodra. Chciało by się posunąć ją od tyłu. Kilka głębokich pchnięć w drugą dziurkę przymykam oczy i fizycznie czuje jej oczko obejmujące moją laskę, w takiej pozycji zawsze rozciąga pośladki napierając na mnie, pragnąc czuć mnie jak najgłębiej w środku. Seks analny jakże inny, odbyt jest gładki, można go dymać znacznie dłużej, kiedy jestem we właściwej dziurce i czuje jak pochwa reaguje na posunięcia po prostu nie mogę sie powstrzymać, w odbycie tego nie ma jest ciasny od początku do końca, i jeśli dobrze nasmarowany można rżnąc go do upojenia. Przesuwam ręce wyżej opierając się jednocześnie na jej wypiętym tyłku.
-Chciałeś coś?
Jej głos sprowadza mnie na ziemię
- Zgrabny tyłeczek, stringi też nieźle leżą
- Nie przyglądaj się za bardzo, bo będziesz potrzebował zimnego prysznica
- Zdaje sie, że już jest mi potrzebny.

No i leżę, dochodzi druga. Po co ja się tak męczę, ręka zjeżdża na dół, nie jest nawet troszkę sztywny, a mimo, czuje sie tak podniecony. Leży na boku oddycha równo raczej śpi. Wolałbym, żeby była odwrócona tyłem, mógłbym wtedy niby przypadkiem, położyć dłoń na jej pupie. Trudno, mam jej podwinięte do góry kolano i kawałek uda. Delikatnie, żeby jej nie obudzić opieram dłoń na udzie. Jest ciepłe wręcz gorące. Pod palcami czuje gładką skórę. Krew napływa do członka, a ja spokojnymi ruchami zaczynam nad nim pracować. Twardnieje, odciągam kołdrę na bok nie chce, żeby jej ruchy ją obudziły. Mam wrażenie, że czuje jak delikatny prąd przechodzi od jej uda poprzez moją dłoń, ramie piersi i spływa do członka. Jest teraz duży i nabrzmiały, obciągam skórkę, po co ja się tak męczyłem, jest mi tak dobrze. Nie mogę być zbyt gwałtowny, musze się zachowywać spokojnie, jeśli nie chcę wszystkich pobudzić. Spokojnymi ruchami dłoni wznoszę się na coraz wyższe poziomy podniecenia. Czas płynie w takim tempie nigdy nie osiągnę orgazmu. Przyspieszam, ruchy dłoni są troszkę szybsze, ale wciąż zbyt wolne, na pomoc przywołuje wspomnienia, leży na łóżku z nogami ugiętymi w kolanach i uniesionymi do góry, ja poniżej, wylizuje jej szparkę, zjeżdżam językiem w kierunku drugiej dziurki, aby ułatwić mi dostęp podkłada sobie jasiek, teraz jest cała moja, usiłuje wcisnąć w nią język, różni się w smaku od szparki, rozciąga pośladki, wiem, że podoba jej się ta pieszczota. Pod językiem czuje ruchy jej zwieracza, jakby chciała go dla mnie otworzyć. Kątem oka widzę jej twarz, patrzy na mnie jakby starała się dojrzeć mój język wciskający sie jej tyłek. Nagle jej głowa opada do tyłu a końcami palców otwartej dłoni zaczyna jeździć po szparce... Sperma tryska do góry, a ja nie przerywając swojego żółwiego tempa, wyciskam z członka kolejne porcje nasienia.

Człowiek to taka doskonała istota, sam sobie potrafi dostarczyć tyle przyjemności.

26 stycznia 2007

Ferie

Od jutra ferie, jedziemy na dwa tygodnie. Obiecałem jej nie brać laptopa, twierdzi że mam problem, bo za dużo czasu spędzam w internecie. Nic nie mówiła o palmtopie, wiec nie ma powodu, żeby nie wylądował w mojej kieszeni. Pisać na pewno nie będę. Póki co mam dość kiblowej konspiracji . Na pewno będę czytał, ciekawości nic nie zabije. Przyzwyczaiłem się już, że poranna kawa to czas na myślenie i moment kiedy to krystalizuje się temat następnego postu. Wczoraj rano leżąc na salonowej kanapie, niemym świadku mych uniesień, złapałem się na robieniu pamięciowych notatek z przechodzonego właśnie orgazmu. Czy to już choroba, czy tylko takie tam sobie fanaberie?

Tak czy inaczej za dwa tygodnie jestem z powrotem.

25 stycznia 2007

Mój pierwszy raz (z kobietą) cz 1

Stoimy z Piotrkiem, za rogiem sali gimnastycznej. Jest zimno i pada deszcz. Nie wygląda to jak wiosna. Jest prawie ciemno, nikt nie lubi chodzić do szkoły na drugą zmianę, choć puste korytarze mają swój urok. Palimy jednego papierosa zaciągając się na na przemian. Zatrzymujemy dym w płucach możliwie jak najdłużej. Poziom nikotyny we krwi musi pozostać niezmieniony do końca matmy. Piotrek zadeptuje papierosa w mokrej ziemi i ruszamy w kierunku wejścia. Jeszcze ktoś idzie od strony szkolnej bramy. Nasz perkusista. Nie jest sam.
- Cześć, nie wybierasz się do szkoły
- Choć do środka nie będziemy to gadać na deszczu.
- Pożyczcie dychę brakuje nam na kino
Nam? Stoimy w pustym holu naszej szkoły oświetlonym zimnym światłem świetlówek. Ściąga kaptur, drobna blondynka, głowę niższa odemnie. Wygląda na zakłopotaną. Włosy krótko obcięte, jasne brwi. Zastanawiam się, co jest w tej twarzy, że tak przyciąga wzrok. Patrzy na mnie, odwracam spojrzenie, chyba się zagapiłem. Piotrek wypytuje, czemu nie przychodzi na próby, rzucam na nią okiem, nie ciągle patrzy się w moją stronę. On pyta
- Znacie się już.
- Nie.
Wyciąga rękę w moim kierunku, ma drobne dłonie o długich palcach.
On ją obejmuje, mogę się jej jeszcze raz przyjrzeć. Ładna, ludzie to mają szczęście. Ma w sobie coś magnetycznego, zdarzają się takie dziewczyny. Ciekawe gdzie on ją poznał? W tej puchowej kurtce wygląda jak błękitny balon. Nie wiem czemu, ale myślę, że musi być straszne szczupła. Ma takie delikatne rysy, wszystko jest w niej doskonale proporcjonalne. Znów patrzę na nią o sekundę za długo, przechwyciła moje spojrzenie, a ja spuszczam powieki.
Słyszymy dzwonek, Piotrek wygrzebuje z kieszeni kilka dwójek i wsypuje w jego dłoń. Ja nie mam grosza.
Trzeba lecieć na lekcje.

24 stycznia 2007

Plany & De-Phazz

Zacząłem pisać o mojej pierwszej miłości, nie myślałem, że moja pamięć jest aż tak dokładna. Może to dobrze, bo nic nie musze sobie dopowiadać, ale z drugiej strony, te wspomnienia są zbyt wyraźne, zbyt rzeczywiste, a przede wszystkim mnie do niczego nie potrzebne. Sam nie jestem pewien, dlaczego brnę w to dalej, ale skoro powiedziało się A to trzeba powiedzieć i B. Wygrzebałem trochę starych zdjęć, nie znalazłem ani jednego z nią. Za to jest jedno jedyne moje zdjęcie znad jeziora, w którym staliśmy w blasku księżyca z Pięknością Średniowiecza, zrobił je Piotrek aparatem smiena (tak się chyba nazywał) wkleję je tam gdzie jego miejsce (jestem pewien że to jedyne istniejące, więc nie ma ryzyka). A na najwyższej półce, “tomik” poezji Roberta. Ten ostatni ocalały o który pytał pięć czy sześć lat temu. Mam pomysł co z nim zrobić. Jestem mu to winien. Jestem winien mu coś jeszcze i to też zrobię, kiedyś.

Co-worker przyniosła jakiś czas temu płytkę De- Phazz (detunized gravity). Grała sobie kilka dni na naszym biurowym bumboxie i myślałem, że jest kompletnie do bani, nudna i płytka i nie wiem czemu, zrobiłem kopię i w domu dopiero usłyszałem w niej muzykę i słucham jej hipnotycznie już kolejny dzień i przestać nie mogę.

23 stycznia 2007

Mój pierwszy pornos (cz. 3)

Może dwa tygodnie później, jadę autobusem wypchanym do granic możliwości. Dzień jest wiosenny, gorący. Ludzie jakby niepewni w co się ubrać, pocą się niemiłosiernie.
Ikarus dojeżdża do Placu Dzierżyńskiego, mam dosyć tego tłoku i smordu spoconych ciał. Poczekam, stąd mam już kilka autobusow do wyboru. Stoję na schodku, będę musial wysiąść tak czy inaczej. Ludzie wylewają się rzeką, ja staje sobie zboczku. Mnie się nie spieszy. Teraz kolej na wsiadajacych. Fala cofa się w przeciwną stronę. Gdzieś z tyłu słyszę "cześć". Miły nieznajomy głos, nie to nie do mnie. Mimo to ogladam się, "poznajesz mnie?" tak poznaje. Niedoszła ofiara gwałtu. W blasku słońca jest ładniejsza niż w mroku deszczowej zimnej nocy. Ładniejsza, , z tych o anielskim spojrzeniu, ma te oczy w ktorych można się zapaść zatracić i nigdy nie chcieć patrzeć w żadne inne. Spogląda na mnie wyczekujaco jakby niepewna czy ją pamiętam. Jasne, że cię poznaje, odpowiadam. Ludzie za moimi plecami upychają się w syczących sprężonym powietrzem drzwiach autobusu.
- Muszę lecieć, cześć.
Mówię i rzucam się w zamykajace się z sykiem drzwi, wykręcam głowę, jak daleko mogę i kątem oka widzę ją na pustym już prawie przystanku. Patrzy w moim kierunku, a ja zupelnie nie żałuje, że nie mogę dostrzec wyrazu jej twarzy.

Zdjęcie

Nie widać, że ssie palce. Można myśleć, że jak w co drugim akapicie, pokazujesz jezyk.

22 stycznia 2007

Mój pierwszy pornos (cz. 2)

Skrzyżowanie Marchlewskiego i Świerczeskiego, nazwy ulic nie istniejące od wielu lat. Jestem podjarany do granic możliwości, ledwo idę, moja nabrzmiała pała sprawia mi fizyczny ból, wlokę się. Gdybym na swojej drodze spotkał kogokolwiek, nie wyłączając 80 letniej staruszki, nie obeszło by się bez gwałtu. W końcu docieram do przystanku.Powinienem złapać jeszcze ostatni autobus. Dookoła żywego ducha. Może, już za późno, chociaż nie, pod przystankiem czeka ktoś jeszcze. Kobieta!!! Ładna, zgrabna, nie ma więcej, niż 30. Idealny wiek, na pewno wie, co to sex. Zimno i do tego pada. Sperma w której chlupocze się teraz mój mózg, nie pozwala myśleć klarownie. Dlatego mój plan jest prosty. Podchodzę, pytam o godzinę, ona odpowiada, a ja pytam czy wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, jak powie, że tak, to jej mówię że właśnie się zakochałem, jak powie, że nie, to mówię, że też nie wierzyłem dopóki nie zobaczyłem jej.
- Przepraszam, czy wie pani która godzina?
- Nie, nie mam zegarka
Nie tak miała przebiegać ta konwersacja, ale brnę dalej.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Nic, cisza, ale przynajmniej omiotła mnie spojrzeniem
- Ja do tej pory nie wierzyłem, ale kiedy zobaczyłem ciebie, zrozumiałem ze to właśnie przytrafiło się mnie.
Brak reakcji, nawet, nie patrzy na mnie, nie szkodzi nic mnie nie zatrzyma
- A gdybyśmy tak odrzucili na bok wszystkie konwenanse i po prostu, poszli do łóżka. Nigdy jeszcze mi się nie zdążyło spojrzeć na kogoś i po prostu wiedzieć, to ty jesteś tą jedyną, naprawdę.
Nic
- Wiem, że to będzie seks naszego życia
Nic
- Nigdy nie spotkałem nikogo takiego, myślisz, że zdobyłbym sie na to żeby mównic takie rzeczy komuś po prostu przypadkowo napotkanemu na ulicy
Nic
- Masz w sobie to wyjątkową magnetyczną moc, która sprawia, że mówię rzeczy których w żadnych innych okolicznościach bym nie powiedział.
-Proszę, odejdź, bo zacznę krzyczeć.
- Nie mam złych zamiarów, po prostu zakochałem się w tobie.
-Nie mam zegarka proszę, odejść.
Robię krok wyciągając rękę, chce ująć jej dłoń przekonać, dotknąć. Odskakuje gwałtownie do tyłu, wciskając się w róg wiaty w jej oczach widzę strach, panikę. Stąd rzeczywiście nie ma ucieczki, znikąd pomocy. Kompletnie pusta ulica oświetlona co drugą latarnią. Nie chce nikogo straszyć, fala pożądania odpływa na chwilę, nie, nic z tego nie będzie. Cofam się, staje po drugiej stronie wiaty. Jestem teraz trochę bliżej ziemi. Widzę, że zerka na mnie od czasu do czasu. Może jednak, może zrozumiała, że nic jej nie grozi z mojej strony. Usiadła na ławce. Wyciągam papierosy może by poprosić o ogień, może ją poczęstować. Ruszam jeszcze raz w jej kierunku, zrywa się wygląda jak gotowa do ucieczki, boże dziecko gdzie ty chcesz biec w tę noc. To mnie pokonuje. Powoli zaczynam czuć sie jak prawdziwy kretinos. Zapalam papierosa, a chwile później przyjeżdża autobus, przegubowy ikarus, prawie pusty. Biegnie do pierwszych drzwi przy kierowcy, dobra, ja wsiądę ostatnimi. Stoi, z nogą na stopniu nie wsiada, ukradkiem patrząc w moja stronę, więc to jest jej plan, pozbyć się mnie, co myślisz, że będę cię ścigał do drzwi twojego domu. Jedz, dziewczyno, już późno, za pół godziny nocny, poczekam sobie. Zawracam ostentacyjnie i siadam na ławce, a autobus z niedoszłą kochanką znika w perspektywie ulicy o imieniu słynnego mordercy...

19 stycznia 2007

Pojednanie

Siedzi zwinięta w kucki na kanapie. Nie widzę dziś zaciśniętych ust. Ciekawe, czy to magia róż działa z takim opóźnieniem, a może tak jak ja, nie szukam pojednania zaraz następnego dnia, tak i ona, potrzebuje czasu by poczuć się przeproszona. Nie mnie zgłębiać tajniki kobiecych dusz. Siadam obok, obejmując ją ramieniem. Nic. Nie kopie nie gryzie nie wymyśla. Kładzie głowę, i wtula się we mnie. Moja mała biedna dziewczynka. Lepsze to niż diablica miotająca domowymi sprzętami.

Zasypiamy na łyżeczkę, tak lubię, kiedy leży obok mnie naga.

Rano całuje ją w usta, oddaje pocałunek Trwamy w bezruchu, nasze wargi połączone serią delikatnych muśnięć. Ciepły pocałunek przesycony czułością. Czułością? Tylko pozornie jej aktywność działa jak uderzenie młotkiem, fala żądzy bryzga krwią w kierunku członka. Jeszcze uścisk dłoni i wychodzę. Stoi mi do bólu. Staram się uregulować oddech i kulejąc idę w kierunku przystanku tramwajowego..

18 stycznia 2007

Sen

Niezmiernie rzadko coś mi się śni. Chodzę spać późno, dopiero wtedy gdy utrzymanie otwartych powiek jest wysiłkiem zbyt wielkim. Na ogół zasypiam w tej samej chwili w której przyłożę głowę do poduszki. Zamykam oczy, a kiedy po sekundzie je otwieram, jest już rano. Na ogół, bo czasami noce ciągną się w nieskończoność, przeplatane snami pełnymi grozy, strachu i bólu.

A dzisiaj była noc jednego snu. Takiego, co to przychodzi nad samym ranem. Pomiędzy dzwonkami budzika.
Obraz ekranu komputerowego, jedynka przy komentarzu, ucisk w gardle, jak zwykle. Klikam, komentarz wyjątkowo długi, od mojej jedynej stałej czytelniczki, trzy akapity. Czytam i budzę się w dokładnie w tej samej chwili, w której kończę. Prze oczami mam wciąż tekst, ale wszystko, co pamiętam, to tylko początek drugiego zdania: „Obniżasz poziom...’’ Więc to mnie męczy. Takie myśli kłębią się w uśpionym mózgu, pozbawionym kontroli woli.
To zły znak, musze pamiętać, piszę tylko dla siebie.

17 stycznia 2007

Mój pierwszy pornos (cz. 1)

A właściwie trzy. Każdy miał 10 minut długości, był w kolorze, ale niemy. Oglądaliśmy je na projektorze, który należał do mnie.

Wszystkie produkcji niemieckiej. Pierwszy, to opowieść w kanonie dwaj faceci i naiwna blondynka. Dwóch arabów, podrywa na ulicy cycatą blondynę. Zapraszają do siebie i częstują winem, najwyraźniej z środkiem nasennym. Kiedy blond piękność zaczyna lać się przez ręce, koledzy zabierają się do roboty. Rzucają śpiące zwłoki na wersalkę, zdzierają ubranie i bez specjalnych ceregieli przystępują się do rzeczy. Ale blondyna najwyraźniej nie jest jeszcze gotowa, potrzebuje zwilżenia. Jeden z amantów robi minetę, natomiast drugi próbuje blondynce wsadzić w usta. Po chwili ten od minety dochodzi do wniosku, że laska jest już nawilżona i zaczyna się ruchańsko. Chłopcy się zmieniają, co kilka chwil, przekręcając śpiące dziewczę we wszystkie strony. Film kończy się jednoczesnym wytryskiem prosto w usta pogrążonej w błogim śnie blondynki. I jest dokładnie taki jak jego krótki opis, beznadziejny. (choć pewnie osoby ze skłonnością do nekrofilii mogą go uznać za atrakcyjny) Film nr 2 to typowy sex grupowy. Mamy przyjęcie, tak pewnie ze trzydzieści osób, w pewnej chwili dwie panie zaczynają się całować (jakież to normalne na dużych przyjęciach). Zaraz zbiera się wokół nich grupka kibiców, panie się trochę zapominają i posuwają nieco dalej niż to by wypadało na przyjęciu. No, oczywiście nikomu to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Widok całujących jakoś bardziej działa na dziewczyny, które zaczynają mizdrzyć się miedzy sobą. Panowie na razie tylko obserwują. A dziewczyny rozkręcają się coraz bardziej. Staniczki, majteczki lecą na bok, a panie wylizują sobie szparki. W końcu i panowie pozbywają się wstydu i widzimy już tylko kłębowisko ciał, gdzie każdy z każdym. Wszystko to podgląda przez dziurkę do klucza lokaj, który spuszcza spodnie i z braku partnerki dogadza sobie sam. W tej samej chwili napatacza się gosposia, no i oczywiście, zaraz jest strasznie ciekawa, co tak podjarało lokaja. Pochyla sie żeby zajrzeć przez dziurkę. Łatwo się domyślić do czego prowadzi takie wypinanie pupy przy napalonym facecie. Film kończy się ogólno - narodowym wytryskiem, a ostatnia scena to twarz pokojówki, która jednym okiem wciąż zerka przez dziurkę do klucza, a drugie zalewa jej dwu - litrowy wytrysk lokaja.
Ten film właśnie cieszył się największym uznaniem, ale mnie najbardziej podobał, się ten trzeci. W scenie pierwszej, widzimy parkę, która usiłuje sie pieprzyć na stole. Usiłuje, bo na pierwszy rzut oka widać, ze im nie idzie. Najpierw on nie może wsadzić, jak już mu się udaje, to paru posunięciach wypada, po prostu żenada. Nagle zgrzytanie klucza w zamku (to sobie dopowiadamy, bo jak mówiłem film niemy) i w drzwiach staje nie kto inny jak ...tata. Widać wraca z roboty, płaszcz, teczka w ręku. Widzi córkę rozkraczona na stole, jeden rzut oka i już wie wszystko. Młodzi sobie nie radzą, trzeba pomóc. Tata zrzuca płaszcz, odsuwa na bok nieudolnego kochanka i zaczyna od podstaw, czyli minety, to jasne ze córuś nie jest wystarczająco podniecona, narzeczony też nie do końca sztywny, ale to w tej chwili taty nie interesuje. Nagle... Co to? Ktoś znowu grzebie kluczem w zamku. Kto to? Nie kto inny jak mama, też wraca z pracy. Mama jak widać nie w ciemię bita, momentalnie domyśla co się dzieje, narzeczony, potrzebuje lekcji dymania, a córce trzeba pokazać, jak się obciąga. Na początek lekcja obciągania połączona z minetą, a później czas na egzaminy. Dla córki test o podwyższonym stopniu trudności, bierze w usta tatę i kochanka jednoczesne i okazuje się niebywale pojętną uczennica. Mama, żeby się nie nudzić wylizuje muszelkę swojego dziecka. Brawo, teraz wszystko idzie bezbłędnie. Kochanek, może zająć się wessaną wciąż w córkę mamą, a córce tak spodobało się obciąganie, że pobawi się jeszcze chwilę ogonkiem taty.
Ostatnia scena: wszyscy razem mama leży na plecach na stole, nad nią klęczy ukochane dziecko z głową między jej nogami. Wszyscy w wspólnym rytmie. Mąż żonę, chłopak swoją dziewczynę, a mama z córką dla dodatkowego kopa wylizują sobie łechtaczki. i tak zostawiamy tą szczęśliwą rodziną, ekran gaśnie, a my przewijamy film jeszcze raz od początku….

***

...Przynajmniej róże, prezentują się elegancko na ławie w salonie...

16 stycznia 2007

***

Chciałem napisać coś mądrego i głębokiego. Ale czym więcej piszę, tym dłużej muszę naciskać delete button.
Postanawiam w drodze do domu kupić bukiet róż, będę przepraszać, za... za to, że jestem ślepy? Że nie rozumiem? Że nie kocham? Na pewno za to, że kłamie.
Zresztą, to bez znaczenia, bo i tak na za późno.

***

Nikt nie chce być sam. Ja nie chcę być sam. Ale to nie jest wcale proste, dzielić swoje życie, ja tego nie potrafię. Być może dla innych to rzecz naturalna, nawet się nie zastanawiają, ale ja, po prostu nie umiem.