Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Present. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Present. Pokaż wszystkie posty

26 kwietnia 2007

Zimny oddech impotencji

Tak, Doskonale wiem, czego chcę. Wiem też, że to tylko łabędzi śpiew czterdziestolatka, czującego na plecach zimny oddech impotencji.

Chcę kobiety, chcę seksu, Chcę się zapomnieć i zatracić.

Czuje się tak samotny, potrzebuje dotyku kobiecych dłoni, pocałunków, smaku miejsc zakazanych. Chcę je lizać, ssać, drażnić językiem, chce patrzeć jak wyjmuję z nich swoje długie palce i wkłada do mych ust, dzieląc się ze mną tą drżącą rozkoszą.

Tak dużo i tak niewiele.

Pragnę Cię jesteś moją obsesją.

Wiem, to chore....

23 kwietnia 2007

Welcome back

Barometr moich nastojów nieubłagane zatoczył kolejne koło. Oznacza to tylko jedną rzecz: czas powrócić do Pamiętnika Onanisty.

Sprawienie sobie przyjemności w ten prosty i niewyszukany sposób, to nie tylko recepta, na rozładowanie napięcia seksualnego. To filozofia, i lekarstwo na całe zło tego świata. Jesteśmy sami, niezależnie od tego w jakie słowa to ubierzemy, nikt z nas nie ucieknie przed samotnością. W ostateczny rozrachunku zawsze zostaniemy sami. Możemy, mieć setki przyjaciół, ogromną rodzinę, możemy spotykać dziennie tysiące osób, ale tak, tak naprawdę jesteśmy sami.

A ja w swej słabości nie mam innego wybory, jak znów zająć się pisaniem, jak to kiedyś zostało nazwane przez jedną z moich czytelniczek "opowieści dziwnej treści".

3 kwietnia 2007

(Skasowane)

Problemy osobiste odbierają mi chęć do pisania. Dlatego postanowiłem zrobić to, czym odgrażałem się już od dawna.

Ponieważ nie nie potrafię oderwać od słowa pamiętnik w odniesieniu do bloga, dlatego zatytowałem go (skasowane). Nie będę zamieszczał bezpośredniego linku, kto chce, bez trudu go odnajdzie, a kto nie chce nie będzie się fatygował

30 marca 2007

All we go to hell

Mam migrenę. Spóźniłem się do pracy. Zwyczajowa mieszanka trzy niebieskie, trzy pomarańczowe i trzy białe dzisiaj nie działa. Moja głowa to jabłko ściśnięte w imadle. Co-worker jest na urlopie, a ja mam strasznie dużo pracy. Dedykuje sobie piosenkę, na dzisiaj i na całe życie....

All_we_go_to_hell....

28 marca 2007

Jedwabna koszulka

Dochodzi jedenasta mój dobroczynny zakład pracy dał mi kartę na taksówkę, żebym nie musiał narażać życia używając nocnej komunikacji miejskiej. Ale ja nie mam ochoty czekać na taksówkę, mam stąd dwa kroki do metra. Czy mogę oprzeć się pokusie jazdy pustym metrem? Pod ziemią z jednego końca miasta na drugi, w wagoniku zarezerwowanym tylko dla mnie?

Na liście figurowałem jako reprezentant członka bla bla bez prawa głosu. Nikt nigdy nie scharakteryzował mojej osoby lepiej.

Nie ma nic milszego jak jedynka przy komentarzu, zresztą już o tym pisałem. Nie wiem co powiedzieć, żeby nie było to nic głupiego, więc po 10 minutach gapienia się w jedno zdanie zamykam komputer.

Zebranie sprowadziło mnie do tego świata, zabrałem nawet głos, bo na wyrażanie opinii mam pozwolenie, nie wolno mi tylko głosować. I nawet mnie słuchano, i czuje się z tym dobrze.
Siedzę teraz przed telewizorem z książką w ręku. Książkę znam bo czytałem ją wiele lat temu, ale dziś nie mogę przeczytać nawet zdania. Telewizor napełnia pokój niebieskim światłem, dochodzi druga, jestem zbyt zmęczony, żeby pójść spać. To ten czas nocy kiedy świat wirtualny przeplata się z tym rzeczywistym. Tak łatwo teraz dać się opleść nogami jednoczenie zostawiając ślady pocałunków na nagim ramieniu z którego osunęło się ramiączko.
Znam miraccle bo ona też ich używa, jest ciepły, delikatny i przyciągający, jeśli pierwszy pocałunek miałby zapach to pachniałby właśnie tak.
Ale nie mogę znać smaku, nieistniejących pocałunków, a jeśli go znam to znaczy, że były jej pocałunkami. Nie mogę znać zakamarków ciała po których błądzę językiem, chyba, że to jej ciało.
Ale wolno mi myśleć i wyobrażać sobie co tylko zechcę. Obejmuję Cię w jedwabiu, w którym jesteś bardziej naga niż byłabyś bez niego...

I znów rozchlapałem po brzuchu trochę życia którego obrońców opętany śpiew słychać dzisiaj przez otwarte okno biura.

Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że ona nie miała nigdy czarnej jedwabnej koszuli z ramiączkami z koronki...

27 marca 2007

Stary komputer

Przez cały dzień nic nie zrobiłem, dobrze, że miałem choć jedno spotkanie przed południem, bo inaczej przesiedziałbym cały dzień z głową opartą na rękach, zamyślony. A to jeszcze nie koniec, wieczorem meeting, jeden z tych co się na nich gada godzinami, i nic z tego nie wynika, a jutro sprawozdanie, a będzie tak nudne, że nikt tego nawet w całości nie przeczyta.

Czuje początki migreny i już zacząłem jeść tabletki, żeby dotrwać do wieczoru. Zaraz stąd wyjdę a w mojej głowie nadal będą kłębiły się myśli, gdzie fikcja i prawda są tak dokładnie przemieszane, że nawet ja nie wiem gdzie jest granica między nimi. Będę oddawać się marzeniom, udając, że nie wiem, że nigdy się nie spełnią, bo spełnić się nie mogą. Nie ma takiej fizycznej możliwości.

Jestem złym człowiekiem, uciekam od prawdy a do tego, tak jej nienawidzę.

Jest środek dnia a moje ciało wyje do księżyca i do czegoś jeszcze, co pewnie istnieje tylko w moich snach.

W rzeczywistości dziś wieczorem będę pomagać wyjmować z piwnicy stary komputer...

Jeszcze jedna długa noc

Leżała obok, z głową na mym ramieniu, ciepło jej ciała oplatało potęgując uczucie bliskości, jej palce na mych ustach, jakby nie chciała bym powiedzał choć słowo. Zwiewna i lekka, na wpół realna, w ciemności widzę skryty w cieniu zarys jej twarzy. Obdarza mnie uśmiechem. Głaszcze po policzku, a ja przekręcam głowę starając się pochwycić ustami jej palce. Udaje mi się, a ona nie cofa ręki. Na skroni czuje ciepło jej ust...

Wiem że jestem śmieszny z gołową odrzuconą do tyłu i ręką trzepoczącą między udami...

Jeszcze chwila i zapadam się w łóżko... niepotrzebnie to zrobiłem, już jej nie ma, a ja czuje się tak rozpaczliwie sam...

26 marca 2007

Świat wirtualny

Podobno największym powodzeniem cieszą się filmy pornograficzne, z udziałem aktorek, powiedzmy, nie pierwszej młodości. Dzieje się tak dlatego, że najliczniejszej grupie odbiorców tego typu twórczości najbardziej przypominają one, ich własne żony. To by się zgadzało, mężczyźni pozbawieni są wyobraźni. Nie odwiedzają ich wirtualne kochanki. Potrzebują kobiet z krwi i kości.

Na przykład, moją towarzyszką nieudolnych prób ucieczek przed samotnością, nigdy nie była co-worker, chociaż jest ładna, inteligentna, przepełniona sexem, a rąbek jej stringów wywołuje niespodziewane skojarzenia.

Mimo to dziś rano zawołałem na pomoc zjawę o bladym ciele przyodzanym w czarną jedwabną koszule, zgrabną, choć nie o figurze super modelki. Jej obraz utkany tylko i wyłącznie ze słów, był jednak tak materialny, jakbym ją znał od dawna i dobrze. Czułem jej oddech na policzku i bliskość ciała, nie dotykała mnie nie pieściła, może dlatego, że nigdy nie doświadczyłem jej pieszczot.

Siedziała tylko, zwinięta w kucki z kolanami pod brodą. Pamiętam złączone stopy, szczupłe dłonie i wyimaginowaną gotowości by mnie przytulić. Byłem brutalny, nie przedłużałem przyjemności... jeszcze mógłbym chcieć żeby wpadała częściej...

23 marca 2007

Bezmyślność płynąca z palców

Po, co wstawać rano, pić kawę,Czekąc na tym samym przystanku, jechać tym samym tramwajem, iść ulicą mijając te same wystawy, czekać na zielone światło, patrząc zawsze na kościół Najświętszego Zbawiciela niezmiennie zamglony w perspektywie ulicy Mokotowskiej. Po co, siadać za biurkiem, jeździć na spotkania, godzinami gadać o niczym z ludźmi, których widzę pierwszy i często ostatni raz w życiu. Po co jeszcze raz przemierzać tę samą drogę tylko w przeciwnym kierunku. Dlaczego nie wsiadać do pierwszego tramwaju tylko czekać na ten mniej zatłoczony, żeby znaleźć wolne miejsce i przeczytać kilka zdań jednego z tych poetów co to jedyne miejsce do publikacji swoich wierszy znalazł na własnym blogu. Wracać do domu... Podglądać żonę jak robi sobie dobrze prysznicem w wannie pełnej białej piany.
...Nie wiem. Nie znam odpowiedzi na te pytania, nie znam też odpowiedzi na całą masę innych pytań. Właściwie to nie ma pytania, na które znałbym odpowiedz, łącznie z tym, po co piszę.

Sometimes thoughtlessness of words flowing from my fingers really amazes me. Sometimes not.

22 marca 2007

Białe łzy

Druga w nocy, wstaje i idę do kuchni muszę napić się wody. Od dwóch dni cierpię na przemożną potrzebą płakania na nad swoją durnowatą osobą. Miasto z okna wygląda na uśpione i spokojne. Ulice rozświetlone żółtym światłem latarni, martwe i milczące, uspokajają potęgując uczucie alienacji. Zdejmuje t-shirta i staje nagi na środku pokoju. Oto ja - odarty. Samotny i śmieszny. Ciemność oplata moje starcze ciało. Nikt nie chce go oglądać. Nie chce i ja. Nikt nie chce go dotykać, głaskać, wodzić ustami, ocierać cię pojękując z rozkoszy, błądzić językiem po jego zakamarkach. Nie chce i ja? Nie chce, ale mogę. Mogę zamknąć oczy, przywołać obraz długiej smukłej nogi o kształtnej łydce, palców prężących się w ekstazie, wyciągniętej stopy. Podtyka mi jej podeszwę. Łuk podbicia tak doskonale odpowiada moim ustom. Głaszcze mnie nią po twarzy, Jestem na wyciągnięcie nogi, nie wolno mi się zbliżyć, mogę tylko patrzeć jak jej palce rozchylają wilgotne płatki, teraz dwie litery V zaplecione ramionami. Koniec jej paznokcia wykonujący mikro drgnięcia z nieomylną dosadnością, w tym jedynym punkcie. Teraz i druga stopa dołącza się do pieszczot. Mnie pozostaje jedynie gładzić jej łydki i uda. Wygina brzuch do góry, pociągając stopami ku sobie,
- choć, widzisz, że nie może się już doczekać
Mówi, rozwartymi palcami wywracając różowość między nogami na lewą stronę. Pochylam się nad nią, lecz jej stopy powstrzymują mnie w pół drogi. Dobrze, już wiem, gdzie jest mój cel. Też tego pragnę. Też to uwielbiam. O tym śnie nocami. Chce mieć policzki mokre jej wilgocią, chce by pochłonęła mnie, wciągnęła, chce by moja ślina była jaj słodyczą a jej słodycz stała się moją śliną. Koniuszek paznokcia wskazuje mi drogę, wiem, co lubi, wiem, czego oczekuje i wiem, że mogę jej to dać... Skurcz przeszywa ciało, obraz pryska jak mydlana bańka. Wycieram dłoń o policzek, gestem, jakim ociera się łzy. Jestem upodlony podwójnie.

21 marca 2007

Stingi co-worker i telefon kończący dzień o 5:30 PM

Co-worker woła mnie do swojego komputera, staje za jej plecami operając się łokciami na oparciu fotela HermanMiller (500 dolców sztuka). Jeździ długopisem po ekranie monitora, na koniec pada pytanie, rozumiem, że powinienem znać na nie odpowiedz. Ale jedyna rzecz o jakiej w tej chwili mogę myśleć to jej strngi widoczne w miejscu gdzie spodnie nie przylegają do szczupłej kibici. Widzę o wiele więcej niż mogę zdzierżyć. Biel koronki i dwie półkule pośladków. Gapie się bezkarnie wnikając wzrokiem niemalże do miejsca gdzie pupa styka się z siedzeniem fotela.
- Słuchasz mnie?
- Tak, daj pomyśleć
Staram się zyskać na czasie, nie mam najmniejszego pojęcia po co w ogóle poprosiła mnie do siebie. Ucisk w dole brzucha przybiera na sile, nienawidzę się za to, ale z patrzenia czerpie zbyt wiele przyjemności by przestać. Mijają sekundy, a ja rozkoszuje się każdą z nich.
- Boże, czy ja jestem ślepa, no tak wszystko się zgadza, dziękuje ci bardzo
- Nie masz za co, przecież nic nie pomogłem
- Widocznie sama twoja obecność tak na mnie działa

Tak, komplementujemy się tu czasem, takie sobie deklaracje bez pokrycia. Osuwam się na swój fotel, wydmuszka w krawacie z rozumem w końcu fiuta.

(...)

Napisałem to wczoraj, dalej miało być o białych tulipanach, i może o małej dziewczynce w dalekim Londynie, ale zadzwonił telefon. Przez pięć minut słuchałem, potem była chwila ciszy i kolej na moje usprawiedliwienia, ale nie maiłem nic co brzmiało by przekonywująco, więc powiedziałem tylko, wiesz, że cię kocham, ale to też było kłamstwem, i wiedzieliśmy o tym oboje, i przez następne pięć minut znów ja słuchałem, i znów nie miałem nic na swoją obronę. I to był koniec dnia, nie napisałem już słowa więcej i na dobrą sprawę tak jest i dzisiaj.

19 marca 2007

Nowy Blog

Mój nowy blog pozostaje wciąż w sferze projektów, na przyszłość. Powiedzmy sobie szczerze nie ma lepszego serwisu niż blogspot. Ma on tylko jedną wadę, jest serwisem globalnym, wprawdzie z imponującą liczbą czterech miliony blogów, tylko co mi po blogowiczach z Chin, Australii czy Argentyny.

Tak czy inaczej „Mój pierwszy raz cz. 6” wbrew poprzednim zapowiedzą ukazuje się tutaj

15 marca 2007

Czuje się lepiej

OK. Czuje się lepiej.
Pozwolę sobie na kolejną kawę, choć co to za sens pić tuż przed wyjściem z pracy. Gorący kubek, prezent od co-worker, grzeje moje dłonie. Kocham jej zapach (zapach kawy). Nawet nie chcę wiedzieć jak pachnie co-worker. To przeciw moim zasadom. Jestem przecież samowystarczalny. Samowystarczalny i wierny. Nie łamie przyrzeczeń, nie szukam okazji, nie robię słodkich oczu do egzaltowanych czterdziestek odwracających wieczorami z obrzydzeniem wzrok na widok obwisłych członków swoich mężów. Nie robię tego (ostatnio), choć ona w to nie wierzy.

Zakochać się w co-worker, to było by zbyt proste i oczywiste.

Choć na pewno przyjemne.

14 marca 2007

Wzór na udzie

Nie opuszcza mnie poczucie, że zawaliłem, coś co mogło być początkiem... początkiem sam, nie wiem czego. Właściwie to nie musiało być początkiem, bo, już było, samo w sobie, nie potrzebowałem absolutnie nic więcej . A tak, przeciekło pomiędzy palcami.

Nie potrafię odnaleźć spokoju, uścisk w dołku z tych co to przypominają o nadchodzącym egzaminie do którego, jesteś kompletnie nie przygotowany, nie odpuszcza ani na sekundę. Kurwa, o co chodzi?. Dokładnie wiem co by mi przyniosło spokój.

Noga w rozcięciu spódnicy odziana w czarną pończochę z przezroczystym wzorem na udzie niebezpiecznie pobudzającym wyobraźnie kojarzy się tylko z jednym...

100 razy dziennie palce przesuwają się po klawiaturze podążając tą samą kombinacją liter i cyfr. I co ? I nic...
(...)
Wybrałem serwis nowego bloga i drugi dzień myślę nad bloginem, wszystkie pomysły są żałośnie trywialne.

Pieszczoty stopami co-worker

Lubię te dni, kiedy w pracy dzieje się niewiele. Spędzam sobie spokojne godziny przed komputerem, myszkując po sieci i kontemplując nogi co-worker, która pod biurkiem lubi pozbywać się obuwia. Co-worker ma naprawdę niezłe stopy. Fizycznie czuję jak obejmuje nimi mojego członka wciskając go między pierwszy i drugi palec. Naciska z całej siły, skórka złazi z bólem, to nie szkodzi, zresztą, nie zważa na to, wałkuje go po brzuchu, drugą stopą dobierając się do jajek, ja rozkraczam nogi, a ona zjeżdża w kierunku odbytu, rozciągam pośladki a wtedy delikatnie wciska w nie duży polec nogi, nie chce wejść, za sucho, podnosi nogę do góry i wkłada ją w moje usta, otwieram je jak najszerzej jakbym chciał połknąć jej stopę językiem błądzę pomiędzy palcami starając się by zostało na nich jak najwięcej śliny ... Ale o czym ja właściwie mówię, przecież nie tak dawno jeszcze zabawiałem się tak z moją żoną, a teraz, teraz, mogę sobie... pogadać. A wracając do rzeczy, to, tak, lubię kiedy w pracy nic się nie dzieje, tyle, że teraz, dzieje się aż za wiele, zero czasu na pisanie wczoraj, i to samo dzisiaj, ale nic to, może jutro będzie lepszy dzień...

28 lutego 2007

Pesymistycznie

Blog is a mess. Right now, I can do nothing about it. What is worse I have no desire to deal with it any more. I am not really sure if want to continue to write it. I don’t like the fact that keyword “pamięnik onanisty” in google search returns my page in first place. I’m surprise that so many people use this keyword. They never come back, it means they don’t find, what they looking for. This is depressing. But what is not? I am trying to focus on my work, but this is simply not possible. There are always thoughts on back on my head which destructs my concentration.

One day I should be able to explain everything what happen, and what is going on, but not today. Today I can only close my eyes and listen to the voice of my not existing angel, who keeps singing me about loneliness and pain

20 lutego 2007

Topniejący śnieg odsłania psie gówna

Najpierw euforia, a potem dół. Zawsze kończy się to tak samo. Myję zęby przyglądając się niesympatycznej gębie o ziemistej cerze. Siadając na kanapie, oblewam się gorącą kawą. Wtorek do dobry dzień by umrzeć.

W drodze do pracy zbaczam jeszcze raz do sklepu. Kupuje red bulla. Zimny, nie można wypić go jednym haustem. Decyduje się przejść pierwszy przystanek piechotą. Małymi łykami pociągam lodowaty napój, który zamienia mój mózg w bryłę lodu. Lokalni alkoholicy zwieszają się smętnie z trzepaka myśląc – co by to kurwa wypić, a ja drepcze sobie do pracy mijając kolejne przystanki tramwajowe.

Na mój pogrzeb przyjdą dwie osoby, chociaż co do tego nie ma pewności, ja nie byłem na pogrzebie ojca. Świat jest pełen ludzi podłych, chociaż ja maskuje się niemal idealnie.

Co-worker z troską w głosie
- Stało się coś?
- Nie, wszystko w porządku, trochę boli mnie głowa
- Masz proszki?
- Skończyły mi się
Nie proszona przynosi dwie tabletki z działu zamówień
Upewnia mnie to o doskonałości mojego kamuflażu.

19 stycznia 2007

Pojednanie

Siedzi zwinięta w kucki na kanapie. Nie widzę dziś zaciśniętych ust. Ciekawe, czy to magia róż działa z takim opóźnieniem, a może tak jak ja, nie szukam pojednania zaraz następnego dnia, tak i ona, potrzebuje czasu by poczuć się przeproszona. Nie mnie zgłębiać tajniki kobiecych dusz. Siadam obok, obejmując ją ramieniem. Nic. Nie kopie nie gryzie nie wymyśla. Kładzie głowę, i wtula się we mnie. Moja mała biedna dziewczynka. Lepsze to niż diablica miotająca domowymi sprzętami.

Zasypiamy na łyżeczkę, tak lubię, kiedy leży obok mnie naga.

Rano całuje ją w usta, oddaje pocałunek Trwamy w bezruchu, nasze wargi połączone serią delikatnych muśnięć. Ciepły pocałunek przesycony czułością. Czułością? Tylko pozornie jej aktywność działa jak uderzenie młotkiem, fala żądzy bryzga krwią w kierunku członka. Jeszcze uścisk dłoni i wychodzę. Stoi mi do bólu. Staram się uregulować oddech i kulejąc idę w kierunku przystanku tramwajowego..

15 stycznia 2007

Słoń

Wszystko wróciło do normalności. W sumie to dobrze. Wiem, ze nic mnie nie zaskoczy. Wiem, czego się spodziewać.
Męczy mnie tylko jedno pytanie:, co tu się naprawdę stało? Skąd, taka zmiana? Skąd czułe uściski dłoni, opieranie głowy, na ramieniu i ciepło w głosie, którego nie słyszałem od tak dawna. Czy to ja?, Czy to za moja sprawą? Czy uczyniłem cokolwiek, co sprawiło, że byliśmy znów tak blisko siebie?
Bo jeśli nie, to znaczy, że mogę sobie usiąść na fotelu opierając nogi na stole, odchylić się do tylu i spokojnie czekać, gapiąc się w sufit, na kolejny niewytłumaczalny przypływ uczuć.
Na razie Mam to za sobą, mogę odetchnąć pełną piersią. Nie obawiam się, że coś spieprzę czy popsuje, słoń w składzie porcelany nie przewróci żadnej półki, wszystkie już leżą na ziemi.

14 stycznia 2007

Kłamstwa

Siedzę w kibelku, i na palmtopie dziergam sobie historie o moim pierwszym pornosie. Nie ukrywam, że jestem, co nieco podjarany, jak zawsze, kiedy piszę o świństwach. Goście żrą kaczki (przygotowane własnoręczne, z jabłkami i cynamonem) dzieci rżną na komputerze, mamy tu małe sleep-over party. Czuje się, względnie bezpieczny, ale ze względy na gości zamykam drzwi, a tak mi się przynajmniej wydaje, bo nagle się otwierają i staje w nich ona. Przyszła umyć ręce. Widzi palmtopa, pyta, co robię. Mówię, że nic. Jak zawsze, zanim dobrze się zastanowię już zaczynam kłamać.
- Do kogo tak się stęskniłeś?
- Nie mam nikogo do tęsknienia, gram sobie.
- Tak? A pokaż
Wyciąga rękę, a ja nerwowo kciukiem staram się trafić w właściwy punkt na ekranie, udało się word się zamknął. Palmtop świeci teraz niebieskim ekranem.
- Nie rób za mnie idiotki, widziałam, że coś pisałeś.
- Skarbie, wydawało, ci się, jak się go włącza to na sekundę pokazuje się biały ekran. A ja go właśnie włączyłem
- pisałeś smsa
- No skad
- albo e-maila
- kochanie, to, palmtop nie ma dostępu do internetu
- Bullshit
Faktycznie bullshit, palmtopem można łączyć się z internetem.
Wyciera szybko ręce i wychodzi. Głupia nie jest, to jasne, czuje, że coś ukrywam, tylko nie wie co.
Mijam ją korytarzu, to kiedy się wyprowadzisz?
Przez resztę wieczoru trzyma się jak najdalej, a kiedy żegnamy gości stojąc w progu a ja próbuje ją objąć, jest sztywna jak deska. Znam ten stan. Czuje się oszukiwana, po raz kolejny przekonała się, że nie można mi ufać. Co dalej?
Rozmowa do białego rana, dobrze, że szeptem, obce dzieci przydają się w noc ja ta. Nie pozostaje nic innego jak jeszcze raz wysłuchać historii mej podłości. Czuje, że muszę jej coś dać, cokolwiek, jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie obecności palmtopa w moim ręku. Nie chce jej mówić o blogu. Nie chcę by go czytała, nie chcę by czytał go ktokolwiek, kto mnie zna. Zatraciłby autentycznosć. Zaczołbym pisać zastanawiając się, jak mnie widzą czytający i pewnie pisałbym tak, by widzieli mnie lepszym niż jestem.
- Myślę o napisaniu pamiętnika, Przymierzam się, jeszcze nie zacząłem.
Kupuje to, nie wiem czy wierzy, może po prostu jest już zmęczona, i nie chcę się jej dluzej gadać. Na ranem budzi się nagle,
- Piszesz bloga.
- Nie, nie piszę bloga, myślę o pamiętniku
- Na pewno nie dasz mi go przeczytać
- Dlaczego miałbym nie dać, czy ja mam coś do ukrycia?
Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa…